killers behind you


To jest normalne, że nie gadasz z bandytami, jak słusznie zauważył swego czasu Kazik. Więc myślę, że na nasz burzliwy romans z szopami koniec nastał. A przy okazji odszczekuję pod stołem i telepatycznie przyznaję rację wszystkim, którzy nas nachrzaniali i twierdzili, że karmienie szopów to zły pomysł.
Ale po kolei.

Zaczęło się sielankowo. Poszliśmy do zagajnika z całą reklamówką żarcia i na dzień dobry pooglądaliśmy sobie podniebne harce małych szopów, które wlazłszy wysoko na drzewo, pośród gałęzi fikały koziołki. Potem przyszli wszyscy zwyczajowi stołownicy plus kilku nowych gości, czyli stadko dzikich gęsi. Wielkie, postawne maszyny, aż strach było je karmić z ręki, bo w kłębie (czyli bez wyciągania szyi) większość sięgała nam do pasa. No, ale nic to, bo się dziewuchy szybko oswoiły z całą resztą i grzecznie wtranżalały bagietki z cheddarem, fasolkę oraz podwiędnięte truskawki.

Aż tu wtem nagle jeden z szopów pod osłoną chaszczy podkradł się, skoczył na tygrysa i powalił jedną z gęsi na ścieżkę. Po czym chwycił ją za szyję i zaczął ciągnąć w krzaki. Horror, zamurowało nas, Bazylek odwrócił głowę i patrzył na mnie z niedowierzaniem.

Tymczasem na ścieżce trwał przerażający kocioł. Bój był zażarty, gęś walczyła wszystkimi kończynami, ale wyglądało na to, że ten mały sukinsyn ma system. Pozostałe gęsi z sykiem rzuciły się na pomoc, ale wtedy reszta szopów wykonała manewr okrążający i odgoniła ptactwo.
- Co to było? – spytał Bazylek, mocno poruszony. – Ja takie rzeczy oglądałem dotąd tylko w Discovery. Musimy to rozgadać. 

Nie wierzę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>