Archiwa kategorii: Bez kategorii

z życia badaczy fauny i flory ameryki północnej


Od ponad dwóch tygodni pochłania nas wytężona praca badawcza. Prowadzone na terenie Stanley Parku badania koncentrują się na żywieniowych nawykach Procyon lotor czyli szopów. Swoją drogą, przyjemne to zajęcie.

Kiedy wjeżdżamy do zagajnika i zaczynamy wypakowywać wory z paszą, w ekosystemie rozpoczyna się pospolite ruszenie. Z wody, lądu i powietrza nadciągają wszelkiej maści stworzenia spragnione jedzenia oraz dobrego słowa. Że wymienię tylko kaczki, gęsi, kruki, mewy, gołębie, wiewiórki, czipmanki, skunksy oraz oczywiście szopy.
- Ja pierniczę – wzdycha wtedy Bazylek – to jest jak w jakiejś bajce.

Ano, jest. I to bardzo pojechanej bajce. Ja mam każdorazowo skojarzenia z Arabelą albo inną Fantagiro. Ale do rzeczy. Wywieźliśmy już z domu do parku około trzech ton jadła wszelakiego, toteż pora na pierwsze podsumowania.

Szopy wtranżalają:
winogrona czerwone bezpestkowe,
szynkę gotowaną,
krakersy zbożowe,
indyka wędzonego,
bajgle sezamowe,
batoniki O Henry.

Szopy jedzą:
suszone śliwki,
kandyzowane brzoskwinie,
bagietkę,
banany,
serek wiejski,
rodzynki. 

Szopy nie tkną:
papryki,
kalafiora,
żółtego sera,
pomarańczy,
ogórka,
ziemniaków,
gofrów,
pomidorów,
chrupków tostitos
kukurydzy,
porzeczek.

Z naukowej rzetelności wspomnę, że wszystkie niespożywcze dla szopów specjały ochoczo wciągane są przez kruki, które toczą z szopami zażarte boje o każdy kęs. I tak jakby ze sobą przy tym gadały.

A może mi się zdawało. 

 

bazylek jest w formie

W niedzielny poranek wybraliśmy się na wyprawę w Góry Trochę Skaliste. Przybywszy na miejsce, po raz kolejny zaniemówiliśmy, gdy wokół nas roztoczyły się rajskie widoki, czyli górskie szczyty zanurzone w chmurach, bezkresne połacie oceanu, szemrzące górskie strumyki czy orłów cienie na lazurowym niebie.

Zaniemówili wszyscy poza Bazylkiem, który opisane cuda przyjmował na miękkie bloki, żeby nie powiedzieć, że z rutyniarskim znudzeniem.
- Popatrz tylko na te góry – usiłowaliśmy podkręcić atmosferę. – Wiele z nich to tereny niezdobyte, można powiedzieć, że dziewicze.
- A co to znaczy? – spytał Bazylek.
- No, że nie stanęła na nich ludzka stopa – pospieszyłem z wyjaśnieniem.
- To moja konsola Pe Es Dwójka już nie jest dziewicza – oznajmił Bazylek.
- Słucham? – spytałem zaskoczony.
- No, bo na nią nadepnąłem w zeszłym miesiącu – wyjaśnił Bazyliszek.

Wszystko jasne.
 

załamka


W samo południe udaliśmy się do trzypiętrowego sklepiczku sieci HMV, ażeby sprawdzić, czy przypadkiem nie mają tam jakichś płyt System Of A Down, Drowning Pool lub Linkin Park, czyli najnowszych muzycznych fascynacji Bazylka.
Pobieżny przegląd sklepowych regałów pozwolił na ustalenie, iż w bieżącej sprzedaży znajduje się osiemset pięćdziesiąt sześć tytułów SOAD, dwieście osiemdziesiąt cztery albumy Drowning Pool oraz pięć tysięcy dwieście sześćdziesiąt cztery pozycje Linkin Park.

Nie mogąc się zdecydować na zakup jednego konkretnego tytułu, chwilowo poniechaliśmy i przystąpiliśmy do odsłuchiwania najnowszego albumu Black Eyed Peas.
- Nie wierzę – powiedział Bazylek po pierwszym kawałku.
- Zgroza – dodał po drugim.
- To nie oni – stwierdził po odsłuchaniu trzeciego.
Po czwartym tylko na mnie spojrzał zbolałym wzrokiem.
- Jak mogli? -  jęknął, gdy wybrzmiała piąta piosenka.
- Ale załamka, dalej nie zamierzam tego słuchać – oświadczył po szóstym utworze i odwiesił słuchawki. – To dla mnie koniec Black Eyed Peas – dodał.

Dla mnie też.

 

orzeł wylądował


Dwudziestego pierwszego dnia czerwca o godzinie szesnastej osiemnaście czasu lokalnego (siedem minut przed planowanym przybyciem), na Vansterdam International Airport wylądował samolot odrzutowy Douglas MD-11 należący do Królewskich Linii Lotniczych Niderlandów. Na pokładzie, pośród setek innych pasażerów znajdował się Bazylek, z
nany też jako DJ-Micha.

Oj, będzie się działo.

bazylek się stacza


Bazylek poszedł w ślady swojego ojca i został rowerowym freakiem. Wczoraj, w towarzystwie innych rowerowych freaków udał się na góreczkę przy ul. Miodowej, ażeby sobie pouprawiać downhill. W trakcie uprawiania downhillu, niespodziewanie Bazylek oraz jego Kross, niezależnie od siebie stoczyli się ze zbocza.

W obliczu rozciętego łuku brwiowego, spuchniętej twarzy, rozlicznych ran cięto szarpanych oraz podejrzenia złamanych żeber, pacjenta zatrzymano na noc w szpitalu. Pełniejsza relacja na www.kupricz.blog.pl

Doniesiono mi też, że Bazylek usiłował sprawę tę przede mną zatuszować.  A przynajmniej starał się nie dopuścić do upubliczniania wersji, jakoby jeździł bez kasku. Bo mu o ten kask głowę suszyłem nie raz, nie dwa i nie tysiąc.

Kiedy mnie się w dziecięctwie zdarzały się wywrotki na moim rowerku Pawiku, też zwlekałem z okazaniem się Mateczce. Ale nie ze strachu, tylko w celu utoczenia z kolan i łokci więcej krwi.

Razu pewnego, przy Spółdzielczej zrobiliśmy zawody, kto dalej zajedzie na rowerze z zamkniętymi oczami. Ja wygrałem, tyle że na końcu przyrżnąłem w krawężnik i się oczywiście obaliłem, rozbijając sobie oba łokietki i oba kolanka.

Podniósłszy się z kurzu ulicy, przysiadłem na ławce obok klatki schodowej i czekałem aż się porządnie zaleję krewką. A ponieważ coś to słabo szło, zmuszony byłem trochę pościskać i poszarpać świeżo pozyskane ranki.

Kiedy jucha kolanowa doszła do skarpetek, zaś łokciowa do nadgarstków, wziąłem mojego wiernego Pawika na ramię i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku powlokłem się do mieszkania. Gdzie jako ciężko ranny, natychmiast zostałem ułożony na wersalce w dużym pokoju, troskliwie opatrzony i obłożony czekoladami, pomarańczami oraz flaszami z oranżadą, względnie złotą rosą.

Piękne to były czasy.
 

gienialny wacuś


W ramach szeroko pojętej edukacji muzycznej postanowiłem Bazylka zapoznać z najwcześniejszymi perłami polskiego big beatu. W tym celu ściągnęliśmy kilka najlepszych evergreenów. Na pierwszy ogień poszły: A ja sobie gram na gramofonie (Mieczysław Fogg, niesamowita wersja), Gienialny Wacuś oraz A u mnie siup, a u mnie cyk (obydwa w wykonaniu Adolfa Dymszy) i na wielki finał mój absolutny faworyt Co ja zrobię, że mnie się podobasz (kurcze, zawsze myślałem, że to Aleksander Żabczyński, a to jest przecież Zbigniew Rakowiecki).

Bazylek przyjął te rewelacje na miękkie bloki, po czym mi zaimponował, bo oświadczył, że riff z Wacusia wrzuca sobie na komórkę jako główny dzwonek.

Nikt takiego nie będzie miał.
 

 

rozmowy przez ocean (odsłona kolejna)


- Kochasz mnie? – spytał Bazylek znienacka.
- Jasne – odpowiedziałem ostrożnie, wietrząc jakiś fortel.
- To ci przypominam, że się zbliżają Walentynki – Bazylek odsłonił swoje prawdziwe intencje.
- Też ci przypominam, że się zbliżają Walentynki – odparłem zaczepnie.
- Pamiętam – skomentował Bazylek. - I już teraz składam ci najserdeczniejsze życzenia.
- To ja też ci składam najserdeczniejsze życzenia – odpowiedziałem.
- Jak uważasz – stwierdził Bazylek. - Ale gdybyś się lepiej postarał, to ja mógłbym się zastanowić nad jakimś wsparciem dla ciebie na jesień życia.
- Jestem ci szczerze zobowiązany – odrzekłem. – Dlatego gdy będziesz mnie w przyszłości odwiedzał w moim biurowcu, to powiem portierowi, żeby ci pozwolił zostawiać na firmowym parkingu twój supermarketowy wózek z dobytkiem…

I tak się przekomarzaliśmy przez parę minut.
Ale wcale nie jest mi przesadnie wesoło.

Ha.

holy man


- Weź mi zapudruj tą brodę, bo nie wytrzymam – powiedział dziś Bazylek po wstaniu z łóżka.
- Co, już ci się nie podoba? – spytałem.
- A przestań, myślałem, że z tą rozwaloną brodą będę wyglądał jak juma, a wcale tak nie wyglądam.
Ale po kolei.

Broda rozwaliła się podczas kąpieli w basenie w hotelu w Egipcie,  dokąd się Bazylek udał w towarzystwie swojej Rodzicielki oraz Babci Nie-frytki. Poza rozwaloną brodą Bazylek przywiózł stygmaty, a dokładnie jeden, wewnątrz lewej dłoni. Bliższe dochodzenie wykazało, że to tylko ostry kamień wystawał na rafie.

Poza Egiptem, moje dziecię odwiedziło między innymi Jordanię oraz Izrael, skąd nam przywiozło piękne prezenty. Dziadek, jako największy świętoszek otrzymał zestaw: Święta Ziemia z Jerozolimy – Święta Woda z Jordanu – Święty Olej z gajów oliwnych Betlejem oraz Święte Kadzidło nie wiadomo skąd. 

Reszta rodziny otrzymała kunsztowne bransoletki.